Zaszufladkowany do: Felieton
Spacer po Kanikogradzie
Korzystając z chwili wolnego czasu po pierwszym dniu wizytacji w prowincji DiF wybrałem się na spacer po Kanikogradzie. Z duszą na ramieniu ruszyłem w kierunku Jarosławia przemysłowego, gdyż z prostej przyczyny iż w Kanikogradzie jak i w żadnym scholandzkim mieście nie ma hoteli, w których turyści, czy Ministrowie na wizytacjach mogliby przenocować, nie byłem pewien gdzie przyjdzie mi spędzić noc J Jednak zamiłowanie do spacerów było silniejsze. Mostem Piotra Kalmusa dotarłem do przystani rybackiej, podążając dalej w kierunku dzielnicy przemysłowej w oddali zobaczyłem obiekty Browaru należącego do firmy Lisia Nora, bardzo przyjemny widok. Tą drogą doszedłem do wspaniałego pałacu miejskiego wybitnego mieszkańca Markgrafa Kanikogradu Paula Yolka, poprzedniego prefekta prowincji DiF. Tuż za tym pałacem rozpościera się spory kawałek ładnego, utrzymanego w porządku parku, w którym to spotkałem kolejną bardzo znaną i poważaną mieszkankę Kanikogradu, mianowicie Księżnę Proftazji Monikę Izdebską.
Podczas krótkiej rozmowy JOK zgodziła się być moim przewodnikiem po Kanikogradzie. Z tego parku skierowaliśmy się w stronę Mostu Rohrsheidt a którego podziwiać można willę Księcia Delty Andrzeja von Nuerenberga. Swoją drogą szkoda wielka dla Scholandii iż Jaśnie Oświecony Książe AvN, tak rzadko gości na LD KS, wszak to chyba najstarszy mieszkaniec KS i jego doświadczenie niejednokrotnie przydałoby się podczas dyskusji. Dalej minęliśmy dom i restaurację Wielce Szlachetnego Hrabiego Silva Rerum Pawła Kot-Kresowego. Do restauracji nie zaszliśmy z prostej przyczyny iż w podziękowaniu za towarzystwo JOK Moniki Izdebskiej zapowiedziałem iż sam przygotuję kolację, korzystając z gościnności kuchni JOK.
Resztę drogi do „Fanaberkowego domku Moniki” http://moniska_sch.fm.interia.pl/index.htm odbyliśmy niemal dziewiczymi terenami cmentarzyska pustych parcel i choć godzina była już późna to widno było wyjątkowo. Zachód słońca mieliśmy za plecami i on oświetlał nam drogę. Zaszliśmy jeszcze do marketu Szlachetnego Pana Barona Ligockiego, gdzie poczyniłem niezbędne do kolacji zakupy i tuz za rogiem zakończył się Nasz spacer.
Podczas przygotowywania kolacji, na którą zaproponowałem Ananasy po scholandzku według przepisu Szlachetnego Pana Krzysztofa Dudźca z wykorzystaniem produktów ze Scholii, Delty i Proftazji oraz miejscowego sera twarogowego, zapytałem JO Księżnę o historię Puszczy Dolfaryjskiej oraz plany na przyszłość związane z tym chyba największym Scholandzkim Parkiem Narodowym.
- JOK: Puszcza Dolfaryjska powstała za czasów prefektury pana Kamila Młodzienia i z jego inicjatywy. Na początku o ile pamiętam były 2 lub 3 szlaki, potem ich przybywało. Niektóre sama wytyczałam, przy innych pomagali inni Scholandczycy: Paul Yolk, Jerzy Gołowanow i mój gość, pan Krystian Gmurek.
- KG: To bardzo dawne dzieje, choć nie powiem żebym nie zajrzał na ten konny szlak.
- JOK: Z powodu innych zajęć zaniedbałam wędrówki po puszczy. W tej chwili nie mam planów związanych z jej dalszym udostępnianiem, ale być może jeszcze się tym zajmę.
- JOK : Największy rozwój prowincji można zauważyć za prefektury Piotra Kalmusa i za najwspanialszego prefekta Paula Yolka, który między innymi doprowadził do nazwania ulic i mostów w Kanikogradzie.
- JOK: Mój domek jest związany ze wspomnieniem scholandzkiej artystki, Fanaberii da Vinci, której prace znajdują się w Galerii Narodeowej: http://free.of.pl/n/narodowa/muzeum/galeria_1/index.html Najciekawsze prace są w dziale portretów. Dostałam go od niej w spadku.
- JOK: Nie wiem, czy Pan orientuje się, że Kanikograd nie jest moim rodzinnym miastem?
- KG: Przyznam że nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- JOK: Urodziłam się w mieście Lampedusa, tam powstał LamStat. Dopiero po reformie administracyjnej i zamknięciu Lampedusy znalazłam się w Kanikogradzie.
- KG: Jednak prowincji pozostała JO Księżna wierna.
- JOK: Czy Pan nie przeprowadziłby się do naszej prowincji? Znana ona jest jako prowincja marszałków Parlamentu.
- KG: JOK jest już druga osobą, która mnie o to zapytała, jednak na razie nie mam takich planów. Moje narodziny w Darei i Scholii, choć przypadkowe okazało się wyjątkowo trafne, gdyż pewnie czas po nich dowiedziałem się iż na jej terenach znajdują się ślady moich rodowych korzeni. Znajduje się tam bowiem miejscowość o swojsko brzmiącej nazwie Gmurowo, której historie próbuję aktualnie rozwikłać korzystając z nielicznych i to zapisanych gmurszczyzna dokumentów.
Po kolacji i rozmowie na różne inne tematy podziękowałem JOK za gościnę i wspólny spacer po Kanikogradzie. Później szybkim krokiem udałem się na dworzec gdzie udało mi się złapać ostatni pociąg do Scholopolis.
Krystian S. Leon Gmurek
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>