Zaszufladkowany do: Felieton
Cofnijmy się w przeszłość. Około 70 lat przed objęciem rządów, przez JKM Armina Frederika. Baza wojskowa Moliquen odebrała obcy sygnał od cywilizacji poza v-ziemskiej. Wiadomość skierowano od razu do sztabu generalnego. Rozpętała się wrzawa. Sygnał był obcej cywilizacji, i próba rozszyfrowania go zakończyła się fiaskiem. Kolejnego sygnału nie odebrano, a odpowiedzi na próby kontaktu nie było . Dopiero 10 lat później, miał miejsce wypadek statku kosmicznego. W statku znaleziono ciała trzech obcych. Na zewnątrz odnaleziono jednego kosmitę. Miał przy sobie cos w rodzaju komunikatora. Po rozmowie, jaka przeprowadzono z obcym, wynikało ze pochodzi z planety Serpo. Obcy powiedział ze jest Ebaninem. Poinformował, ze jego planeta znajduje się na Toliman, najbliższym v-ziemi układzie słonecznym.
Ze statku ocalał komunikator, który pozwolił skontaktować się z Serpo. Ebo 1(bo tak został nazwany pierwszy Ebanian na ziemi), ustalił ze Ebanianie przylecą po swojego za 9 miesięcy. Niestety Ebo 1 nie doczekał swoich towarzyszy. Po trzech miesiącach od ustaleń Ebo 1 zmarł. Co dziwne ciało Ebanianina nie rozkładało się. Na Serpo wysłano jeszcze klika lekcji języka ziemskiego, aby można było się komunikować z obcymi.
O umówionej godzinie i miejscu po 9 miesiącach oczekiwania zjawił się statek obcych. Ebanianie mieli podarki technologiczne. Czterech Ebanian przyniosło inny przedmiot. Pierwszym przedmiotem była dość ciężka skrzyneczka. Okazało się ze jest ona źródłem prądu. Fenomen tego urządzenia polegał na tym ze można było zasilić nim wszystko. Urządzenie nie wyczerpywało się. Samo dostosowywało się do potrzeb urządzenia które się podłączało. Czy była to suszarka do włosów, czy domek jednorodzinny, urządzenie dostarczało zawsze odpowiedniej ilości prądu.
CDN …
Wojciech Pabian
Zaszufladkowany do: Felieton
Spacer po Kanikogradzie
Korzystając z chwili wolnego czasu po pierwszym dniu wizytacji w prowincji DiF wybrałem się na spacer po Kanikogradzie. Z duszą na ramieniu ruszyłem w kierunku Jarosławia przemysłowego, gdyż z prostej przyczyny iż w Kanikogradzie jak i w żadnym scholandzkim mieście nie ma hoteli, w których turyści, czy Ministrowie na wizytacjach mogliby przenocować, nie byłem pewien gdzie przyjdzie mi spędzić noc J Jednak zamiłowanie do spacerów było silniejsze. Mostem Piotra Kalmusa dotarłem do przystani rybackiej, podążając dalej w kierunku dzielnicy przemysłowej w oddali zobaczyłem obiekty Browaru należącego do firmy Lisia Nora, bardzo przyjemny widok. Tą drogą doszedłem do wspaniałego pałacu miejskiego wybitnego mieszkańca Markgrafa Kanikogradu Paula Yolka, poprzedniego prefekta prowincji DiF. Tuż za tym pałacem rozpościera się spory kawałek ładnego, utrzymanego w porządku parku, w którym to spotkałem kolejną bardzo znaną i poważaną mieszkankę Kanikogradu, mianowicie Księżnę Proftazji Monikę Izdebską.
Podczas krótkiej rozmowy JOK zgodziła się być moim przewodnikiem po Kanikogradzie. Z tego parku skierowaliśmy się w stronę Mostu Rohrsheidt a którego podziwiać można willę Księcia Delty Andrzeja von Nuerenberga. Swoją drogą szkoda wielka dla Scholandii iż Jaśnie Oświecony Książe AvN, tak rzadko gości na LD KS, wszak to chyba najstarszy mieszkaniec KS i jego doświadczenie niejednokrotnie przydałoby się podczas dyskusji. Dalej minęliśmy dom i restaurację Wielce Szlachetnego Hrabiego Silva Rerum Pawła Kot-Kresowego. Do restauracji nie zaszliśmy z prostej przyczyny iż w podziękowaniu za towarzystwo JOK Moniki Izdebskiej zapowiedziałem iż sam przygotuję kolację, korzystając z gościnności kuchni JOK.
Resztę drogi do „Fanaberkowego domku Moniki” http://moniska_sch.fm.interia.pl/index.htm odbyliśmy niemal dziewiczymi terenami cmentarzyska pustych parcel i choć godzina była już późna to widno było wyjątkowo. Zachód słońca mieliśmy za plecami i on oświetlał nam drogę. Zaszliśmy jeszcze do marketu Szlachetnego Pana Barona Ligockiego, gdzie poczyniłem niezbędne do kolacji zakupy i tuz za rogiem zakończył się Nasz spacer.
Podczas przygotowywania kolacji, na którą zaproponowałem Ananasy po scholandzku według przepisu Szlachetnego Pana Krzysztofa Dudźca z wykorzystaniem produktów ze Scholii, Delty i Proftazji oraz miejscowego sera twarogowego, zapytałem JO Księżnę o historię Puszczy Dolfaryjskiej oraz plany na przyszłość związane z tym chyba największym Scholandzkim Parkiem Narodowym.
- JOK: Puszcza Dolfaryjska powstała za czasów prefektury pana Kamila Młodzienia i z jego inicjatywy. Na początku o ile pamiętam były 2 lub 3 szlaki, potem ich przybywało. Niektóre sama wytyczałam, przy innych pomagali inni Scholandczycy: Paul Yolk, Jerzy Gołowanow i mój gość, pan Krystian Gmurek.
- KG: To bardzo dawne dzieje, choć nie powiem żebym nie zajrzał na ten konny szlak.
- JOK: Z powodu innych zajęć zaniedbałam wędrówki po puszczy. W tej chwili nie mam planów związanych z jej dalszym udostępnianiem, ale być może jeszcze się tym zajmę.
- JOK : Największy rozwój prowincji można zauważyć za prefektury Piotra Kalmusa i za najwspanialszego prefekta Paula Yolka, który między innymi doprowadził do nazwania ulic i mostów w Kanikogradzie.
- JOK: Mój domek jest związany ze wspomnieniem scholandzkiej artystki, Fanaberii da Vinci, której prace znajdują się w Galerii Narodeowej: http://free.of.pl/n/narodowa/muzeum/galeria_1/index.html Najciekawsze prace są w dziale portretów. Dostałam go od niej w spadku.
- JOK: Nie wiem, czy Pan orientuje się, że Kanikograd nie jest moim rodzinnym miastem?
- KG: Przyznam że nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- JOK: Urodziłam się w mieście Lampedusa, tam powstał LamStat. Dopiero po reformie administracyjnej i zamknięciu Lampedusy znalazłam się w Kanikogradzie.
- KG: Jednak prowincji pozostała JO Księżna wierna.
- JOK: Czy Pan nie przeprowadziłby się do naszej prowincji? Znana ona jest jako prowincja marszałków Parlamentu.
- KG: JOK jest już druga osobą, która mnie o to zapytała, jednak na razie nie mam takich planów. Moje narodziny w Darei i Scholii, choć przypadkowe okazało się wyjątkowo trafne, gdyż pewnie czas po nich dowiedziałem się iż na jej terenach znajdują się ślady moich rodowych korzeni. Znajduje się tam bowiem miejscowość o swojsko brzmiącej nazwie Gmurowo, której historie próbuję aktualnie rozwikłać korzystając z nielicznych i to zapisanych gmurszczyzna dokumentów.
Po kolacji i rozmowie na różne inne tematy podziękowałem JOK za gościnę i wspólny spacer po Kanikogradzie. Później szybkim krokiem udałem się na dworzec gdzie udało mi się złapać ostatni pociąg do Scholopolis.
Krystian S. Leon Gmurek
Zaszufladkowany do: Felieton
Spacer
Są różne formy rekreacji, ja sobie po prostu spaceruje. Ostatnio wyszedłem na spacer wczoraj po zamknięciu ekspozycji w MDA, wieczorem gdy zwiedzający już opuścili mój mały domek. Niestety spacery po Scholopolis to dość dziwne przeżycie. Najpierw, kierując się do najbardziej uczęszczanej części miasta, przeszedłem obok niezliczonych działek na których znajdują się jedynie tablice informujące o własności i ewentualnie jakieś nieliczne zabudowania, które jednak nie wyglądają na użytkowane ani zamieszkane. Tym dziwnym cmentarzyskiem parceli dotarłem do Szpitala, a tam ruch jak w ulu. Naprawdę podziwiam całą scholandzką służbę zdrowia, ile oni pracy wkładają w utrzymanie tych wszystkich pacjentów przy życiu. I wiecie co zobaczyłem za szpitalem, kolejne puste parcele. Swoją droga ciekawe po co ludziom tyle ziemi, na której i tak nic nie budują ? No ale w końcu udało mi się dotrzeć do Bulwaru Władzy, na a tutaj to normalnie inny świat. Piękne budynki ministerstw, w których nawet w tych późnych godzinach świeciło się jeszcze światło. Przechodzą koło MSWiA aż mi się serce radowało gdy widziałem jeszcze palące się światła w gabinetach świeżo powołanych kierowników SCI i SZK, pewnie odkurzają swoje nowe gabinety, albo kończą prace nad pierwszymi projektami. Niestety ten inny świat tez zaskoczył mnie kilkoma straszącymi, opustoszałymi obiektami, ale tutaj przynajmniej się ludzie kręcą. Dało się słyszeć nawet jakieś rozmowy w obcych językach, pewnie turyści, albo jacyś dyplomaci. Przed budynkiem Parlamentu spotkałem pewnego jegomościa, który pod wpływem dużej ilości napojów wyskokowych próbował przekonać ochronę obiektu żeby go wpuścili, bo on tu mieszka i żona go wałkiem pogoni jak jej zaraz reszty pieniędzy nie odda. Kiedy ruszyłem dalej zobaczyłem światła w oddalonym Pałacu Królewskim, ciekawe swoja drogą co JKM robi o tak późnych porach. Gdy doszedłem do Ratusza miejskiego, w którym nowy burmistrz kończył pewnie prace bo widziałem gasnące światło, pomyślałem że mógłbym cos przekąsić w mojej ulubionej restauracji i z prostej przyczyny nie podam jakiej, bo odbiłem się od zamkniętych na 4 spusty drzwi i wtedy zdecydowałem o powrocie do domu nieco szybszym krokiem.
I tak poprzez kolejne puste parcele, skręcając przy zupełnie zaciemnionym Uniwersytecie, czy ktoś widział jak ten wielki gmach wygląda w mroku, to coś fantastycznego. Tyle mądrości i potu poświęconego zdobyciu wiedzy w tak kolosalnym budynku, aż mnie ciarki przeszły na myśl że mam tam sprawę do załatwienia. Całe szczęście zajęcia odbywają się w ciągu dnia. Jeszcze ciekawostka, wiecie państwo że w Scholopolis jest replika Kanikogradzkiej Lisiej – Nory, kropka w kropkę, a w zasadzie cegiełka w cegiełkę. Ale ja żem już postanowił o szybkim powrocie do domu tak tez uczyniłem przez kolejne dzikie działki przemknąłem na tyły mojej posesji i tam, we własnej kuchni przygotowałem sobie dopiero kolacyjkę, a 3 godziny później rozpoczynałem kolejny piękny dzień.
Krystian S. Leon Gmurek