Edukacja w Scholandii jest bardzo rozwinięta, dzięki temu na wysokich stanowiskach rządowych mamy wykwalifikowanych ludzi. Bez edukacji wirtualne państwo jakim jest Scholandia było by z pewnością o wiele gorsze. W tym artykule postaram się przedstawić wszystkie instytucje które kształcą Scholandczyków. Liceum im. Książąt Szwabi jest podstawą edukacji Scholandzkiej. Zdanie matury przyznaje obywatelstwo i upoważnia do dalszej edukacji. W tym liceum zapoznajemy się z podstawowymi zagadnieniami dotyczącymi polityki, historii, kultury i gospodarki Scholandii. Maturę zdaje się w formie testu zawierającego 10 pytań. Po zdaniu matury otrzymujemy arcyważną rzecz jaką jest obywatelstwo scholandzkie. Scholandia jak każdy realny kraj posiada swój uniwersytet, który nazywa się Królewskim Uniwersytetem Scholandzkim (KUS). Na uniwersytecie możemy studiować różnych kierunkach, oczywiście zapis na studia wymaga zdania matury w Liceum. Kierunki studiów KUS to Teologia Chrześcijańska, Filozofia, Ekonomia Wirtualna, Historia, Internetowe Nauki Geograficzne, Prawo i Administracja, Kultura Scholandzka, Stosunki Międzynarodowe i Wojskowość. Aby skończyć studia należy zdać egzaminy ze wszystkich wykładów, napisać pracę magisterską, a następnie ją obronić. Po dobrym wykonaniu tych czynności można cieszyć się tytułem magistra. W naszym v-państwie znajduje się, także Królewska Szkoła Podoficerska (KSP). Dzięki tej szkole możemy zdobyć stopień wojskowy młodszego sierżanta z możliwością awansu. Wystarczy tylko zapisać się do KSP, następnie odpowiedzieć na pytania zadawane w kilku etapach, a na końcu napisać prace dyplomową. KSP pozwala w łatwy i przystępny sposób związać się z armią Scholandii, co jest wyrazem prawdziwego patriotyzmu. Kiedyś w Scholandii działała Politechnika i Szkoła Muzyczna. Niestety te dwie placówki już nie funkcjonują. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zostaną reaktywowane. Nie można zapomnieć o Scholandzkim Leksykonie, gdzie zawarte są wiadomości o znanych scholandczykach, różnych instytucjach, miastach i wielu innych rzeczach związanych ze Scholandią. W Międzynarodowym Instytucie Badań Historycznych można poczytać o historii Scholandii, Dreamlandu, Sarmacji i Natanii. Zbiory instytutu są ogromne i przeczytanie wszystkiego może zająć bardzo dużo czasu. Mam nadzieje, że ten artykuł pomoże młodym scholandczykom poznać wszystkie tajniki scholandzkiej edukacji, a więc do nauki Scholandczycy!!!Artur Urban Redaktor naczelny Niecodziennika Scholijskiego nie odpowiada za treść zamieszczonego artykuły oraz daje dowolność w pisaniu artykułów swoim redaktorom
SKĄD SIĘ WZIĘŁO BOŻE NARODZENIE ?
Czy zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięło Boże Narodzenie? Dlaczego ozdabiamy różnymi świecidełkami choinkę? A może zadaliście sobie pytanie, czy ten Święty Mikołaj to właściwie kiedykolwiek istniał?
Nie? No właśnie…. A więc…..
Dalsza część artykułu niedostępna ze zwględów na pochodzenie artykułu .
Zaszufladkowany do: Scholandia
Dlaczego jesteśmy Scholandczykami?
Scholandia – nasze państwo, królestwo, nasz drugi dom.Czy umiemy wszyscy zgodzić się z tym zdaniem? Czemu wybraliśmy tę drogę i czemu nią podążamy?
Rozwijamy się, kształcimy, idziemy na przód, nie tylko realnie, ale i wirtualnie.
Jesteśmy tu, zdecydowaliśmy się być po tej stronie, my, obywatele Scholandii.
Po zapoznaniu się z wszelkimi informacjami, wysłaniu zgłoszenia, odebraniu paszportu… Zastanawiamy się co chcemy od Scholandii, co ona może nam dać, co możemy dać jej. Jesteśmy gotowi zrobić coś nowego.
Czy wybierzemy dobrą drogę działania? Pokaże czas. Nie bójmy się dążyć do celu, choć czasem jest on nieosiągalny dla nas.
Dzięki Scholandii możemy być kim zechcemy, tylko musimy umieć sie wykreować. Ona daje możliwości, dlatego po części (albo i całkiem) jesteśmy jej oddani. Dzięki niej możemy spełniać marzenia, które wydawały by się niemożliwe do realizacji w świecie realnym. Uczy ona nas również kultury. Na Liście Dyskusyjnej panuje kultura słowa, piszemy uprzejmie, zwracamy się w określony sposób, zachowujemy przyjęte normy.
Poznajemy nowych ludzi, świat, inną rzeczywistość. Do tej pory nie mogliśmy wpłynąć na sytuację w kraju bezpośrednio, Scholandia daje nam tą możliwość.
Oprócz tego życie w Scholandii uczy współpracy z innymi ludźmi, przy czym zawiązujemy nowe znajomości, które mogą okazać się bardzo owocne nie tylko w świecie wirtualnym. Odnajdując się w życiu Scholandczyka dostrzegamy plusy jakie to państwo nam dało.
To jest dla nas fasynujące doświadczenie. Każdy Scholandczyk stara się by jego kraj miał jak najlepszą opinię w wirtualnym świecie.
A najważniejsze chyba i zarazem to co przyciąga do państw wirtualnych – połaczenie dobrej zabawy z robieniem pożytecznych rzeczy. Poznajemy największe tajniki wiedzy o Scholandii, jej naukę kulturę, tworzymy rzeczywistość. Mamy wpływ na obraz Scholandii, która często jest zestawiana z innymi państwi tzw. V-tego Świata.
Czy wchodząc po raz pierwszy na stronę Królestwa Scholandii wiedzieliśmy już, że będziemy obywatelami tego państwa?
Nie bylibyśmy, gdyby nam nie zaimponował ten cały system jaki niewątpliwie urzekł nasze oczy. Nie bylibyśmy gdyby nas nie obchodziły inne systemy twórcze…
Ale jesteśmy i powinniśmy pomagać sobie na wzajem, uczyć się od siebie, korzystać z możliwości jakie dało nam to państwo. Jeśli chcemy coś zmienić to właśnie tu odnajdujemy tą możliwość.
Istnieje jeszcze wiele plusów bycia Scholandczykiem, na pewno sami się przekonujemy o tym, bądź przekonamy.
Podjęcie się bycia kimś innym jest bardzo odpowiedzialne, nie tylko potrafi zmienić, nauczyć czegoś, ale również poznać wizję nieocenionych wcześniej znawców – osób z naszego kraju – Scholandii oraz innych państw V-tego Świata.
Karolina Podgórska
“ Moje przejście do ND oznaczałoby ogromny wzrost siły tej partii”
Wywiad z Premierem KRS Mateuszem Walczakiem – hrabią Walczakopola
Marcin Landecki: Witam Pana w imieniu Niecodziennika Scholijskiego, którego wcześniej był Pan redaktorem naczelnym. Czemu zrezygnował Pan z bycia naczelnym ?
Mateusz Walczak:Witam Pana Redaktora, witam Czytelników. Moja kariera jako naczelny NS
przypadła w okresie początku kariery politycznej. Z jednej strony ciężko było pisac o
sobie jako o jednym z bohaterów sceny politycznej, zaś z drugiej strony
były nowe obowiązki. Spróbowałem bycia naczelnym, ale akurat nie wyszło.
ML: Niedawno minęła rocznica obecności Pana w Królestwie Scholandii .
Co sprawiło, że Pan się w nim znalazł ?
MW: To długa historia. Kolega, poznany podczas zabawy w innej grze on-line
zaproponował stworzenie państwa “zeszytowego”, czyli bawimy sie przez Internet, ale
wszelkie rezultaty i osiagnięcia mieliśmy pisac na kartce. Miałem zając
się konstytucją, zaś kolega, mający za sobą krótki epizod scholandzki, podał link do
scholandzkiego aktu. Z ciekawości wszedłem na stronę główną. Do dziś pamiętam tą niedzielę ![]()
Miałęm duży dylemat, czy starczy mi czasu na taką zabawę, ale ciekawośc byłą silniejsza.
Po kilku chwilach mój wniosek pobytowy trafił do Kancelarii Koronnej
ML: Co stało się potem ? Jakie były Pana kolejne kroki w KS ?
MW: Na początku byłem musże przyznać dosyć zorientowany. Los chciał, ze urodziłęm
się w Elfidias, gdzie akurat nie było burmistrza. Byłem więc niejako skazany tylko
na siebie i przez to doskonale wiem, co obecnie odczuwają młodzi, zagubieni
mieszkańcy Scholandii. Najpierw długie rozmowy z ówczesnym ministrem kultury,
Marcinem Pośpiechem sprawiły, że zacząłem rozumieć Scholandię. Co chciałem robić?
Najpierw przyszłóśc planowałem z Dolią i Faerie – zostałem tam jednym z archeologów,
piszących o odkryciach na stronę DiF, lecz tak naprawdę… nie napisałem żadnego tekstu.
Chciałem sie zająć szkołą muzyczną – narazie mi się to nie udało. Wkońcu zaczałem
poznawać kolejnych obywateli, wśród których był premier Dariusz Drązkiewicz.
Napewno to osoba, której mogę zawdzięczać to, że znalazłem się w polityce, a teraz jestem
jego następcą.W grudniu powołano mnie na p.o. prefekta DiP i tamże się przeprowadziłem.
ML: Potem założył Pan firmę wraz z Panem Maciejem Derby . Czy chęć dorobienia do pensji prefekta
była bezpośrednią przyczyną powstania Walczak&Derby Company ?
MW: Nie do końca. Firmę założyliśmy na początku lutego 2007, gdy trwał istny bum
na Scholandię związany z artykułem w rzeszowskiej gazecie realnej.
Było mnóstwo obywateli, którzy w ogromnej większości opuścili
Scholandię, jednak był moment, gdy w Alexiopolis istniała jedna
kamienica, która była przepełniona, Chcą zapewnić mieszkanie w DiP
postanowiłem wtedy z Maciejem Derby założyć firmę. Na początku
włożyliśmy w to niemal cały posiadany dorobek – ja z prefektury, Maciej z armii.
W ten sposób przyczyniliśmy się do rozwoju DiP, a także zaczęliśmy karierę biznesową.
Co do dorobienia – głównym źródłem mojego utrzymania jest pensja państwowa.
Firm trakktuję bardziej w charakteru hobby, bo raczej w realu nie mam co liczyć
na założenie własnej.
ML: Jak zdołał Pan przekonać mieszkańców prowincji Delty i Proftazji
do oddania głosu na Pana w wyborach na prefekta ?
MW: Przełom 2006/2007 był okresem mojej bardzo dużej aktywności. Dziś się nie dziwię
- każdy wręcz nowy mieszkaniec ma okres, w którym jest bardzo chętny do pracy i bardzo aktywny.
Akurat od grudnia do marca, czyli wtedy, gdy były wybory, udało mi
się podjąć kilka inicjatyw, dzięki którym nieliczni mieszkańcy prowincji
ówcześnie mi zaufali. Pamiętam, ze dostałem 5 głosów, hehe… Szkoda, że wybory w prowincjach
są takie skromne.
ML: Co Pan ma na myśli skromne ? Co chciałby Pan w nich zmienić ?
MW: Od dawna mówię, że w Scholandii jest bardzo mało osób. Ameryki nie odkryłem – fakt – ale
coś z tym faktem trzeba zrobić. Dlatego tak ważna jest promocja i pomoc nowym.
Najpierw stwórzmy system pomocy młodym, głównie na linii prefekci – kierownik SCI,
stwórzmy porządne teksty do SCI, SZK oraz nową instrukcję. Potem musimy bardzo
Scholandię wypromować. Pamiętajmy, ze “konkurencja” nie śpi – inne v-aństwa starają
sie pozyskać nowych obywateli. Scholandia tymczasem zostaje trochę w tyle. Dlatego zachęcam
każdego obywatela do promocji – wśród znajomych w pracy, w szkole, może zgłosić się do lokalnej
gazety? Gdy zyskamy już ok. 20 obywateli, zostaną oni ładnie “rozłożeni” po prowincjach, każda
więc zyska kilka aktywnych osób i zacznie pracowąc pełną parą. Niestety, teraz lokalne
społeczności niemal nie istnieją – bo i jak mają istnieć, gdy prócz średnioaktywnego
prefekta w prowincji jest 4-5 osób, z czego o trzech nie ma śladu od kilku miesięcy?
Poprawa sytuacji w prowincjach, a także w Scholandii to długi i monotonny proces. Ale
nie zrobi tego Walczak, nie zrobi tego rząd – tutaj potrzeba narodowej mobilizacji i chęci od ludu.
ML: Promocja KS w realu to bardzo ważna sprawa , jednak czy możemy
liczyć na szybki wzrost ilości mieszkańców Scholandi ? Czy alternatywą
na mała ilość osób w prowincjach może być zmniejszenie ich ilości ?
MW: Nie. Nie tędy droga. Można zrobić dwie prowincje, tylko obejmowały by one po połowie kraju, a to juz bezsens. Kiedys (lipiec-sierpień?) wpadł mi do głowy pomysł,
aby niejako połączyć prowincje, poprzez powołanie jedną osobę w dwóch prowincjach.
Wtedy połączylibyśmy życie – ale czy to by starczyło? Myślę, ze nie. Nie kombinujmy.
Zajmijmy się konkretami, a promocja na wszelki sposób to najlepszy sposó na wzrost
obywateli. Abyśmy przestali być grupą fanatykó tego typu rozrywki, a porządnym,
reprezentatywnym krajem.
ML: Czemu zapisał się Pan do Scholandzkiej Parti Demokratycznej , a nie Nowej Demokracji ?
MW: W okresie, kiedy rozpocząłem działąlnośc polityczną na większą skalę jedyną
działającą prężnie partią była SPD. Nie tylko to było powodem wstąpienia -
to właśnie SPD udowodniła kilkukrtonie, ze potrafi zrobić rząd na miarę możliwości.
Kilka osób z SPD szczególnie mi zaimponowało: Andre van Starck, Dariusz Drązkiewicz,
Kamil Magnus. ND reaktywowała się, gdy miałem już legitymację SPD. Postanowiłem nie
zmieniac barw, choć tak naprawdę moje przejście do ND oznaczałoby ogromny wzrost siły
tej partii. Jednak widzę, ze dobrze wybrałem. Z niektórymi elementami polityki ND nie
do końca się zgadzam. Mimo profesionalnego podejścia do gospodarki, w tyle zostają sprawy
zagraniczne, o które w obecnym rządzie osobiście się troszczę. Ponadto program ND był tylko
kilkoma działaniami, w którym pomijano sprawy oczywiste, a przecież jakże ważne: politykę
zagraniczną dla przykladu.W SPD czuję się dobrze i barw politycznych zmieniać nie zamierzam.
ML: Ogromny wzrost siły tej parti . Cóż pozostawię to jednak bez komentarza .Przejdźmy teraz do kolejnego pytania. Pan Dariusz Drążkiewicz za jego kadencji na stanowisku premiera zaproponował Panu objęcie fotela MK ? Jak Pan przyjął tą nominację ?
MW: Po kilku miesiącach w Scholandii byłem już do tego stopnia “dojrzały”,
aby objąć ten urząd. Decyzję przyjąłem ze spokojem – wg przedwyborczego projektu
miałem otrzymać w przypadku wygranej SPD tekę MK. Tak też się stało.
Włożyłem w MK kilka swoich pomysłów, szkoda, że ze względu na wakacje
i małą aktywność mieszkańców nie wszystkie inicjatywy przebiegły najlepiej.
ML: Następnie Pan Dariusz Drązkiewicz został królem , a Pan Lis premierem . Czemu zgodził się Pan na nominację Pana Lisa ?
MW: Rząd Lisa, przeze mnie nazywany rządem miesięcznym
(choć urzędował dwa miesiące) bł tworzony na zasadzie neutralności politycznej.
Premier (Lis) oraz MFiG (Mordecki) i MSWiA (Derby) byli z ND, ja (MK) oraz pełnomocnik
d/s promocji (Gmurek) z SPD, zaś MSZ (Izdebska) był bezpartyjny. Jako, że byłem w rządzie
Drązkiewicza MK miałem plany, które nie w pełni zrealizowałem. Gdy otrzymałem od Lisa zaproszenie do rządu – zgodziłem się.I ja i Lis wyszedł na tym dobrze, a moje działania jako MK zapewniły też rozwój kultury.
ML: Czy w swoich działaniach jako MK porównawał się Pan do Pana Wiktora Kolińskiego ?
MW: Trudne pytanie. Ciężko porównywać się do kogoś, kogo osobiście się nie znało,
a Kolińskiego i mnie dzielą scholandzkie pokolenia. Zapisy historii też zbyt obszerne
nie są, więc cięzko na nich się opierac. Co do wspomnien prywatnych, często są one
przesiąknięte subiektywizmem. Dlatego nie odpowiem: tak lub nie. Powiem, że cięzko
ocenić kogoś działania. Niestety, W. Koliński mimo, ze był długo MK, to jednak pozostawił
po sobie duży bałagan (głównie w prawie). Chyba to taki znaczący minus, o którym wiem.
ML: Kto według Pana zasługuje na miano idealnego polityka w KS ?
MW: Zarówno w życiu ralnym jak wirtualnym nie wierzę w ideały. Ideał to robot,
którego programuje się na zasadzsie, potrafię super wszystko. A akurat u nas
takich polityków, dzięki Bogu, nie ma. Niewątpliwie gorną półką polityków byli Lis oraz Strudziński.
Z nich został tych Lis. Na pewno to on stanowi tą górną półkę.
A kto jeszcze? Trudno ocenić, jako jeden z bohaterów sceny politycznej.
ML: Jak ocenia Pan poszczególnych ministrów ?
MW: Ministrowie pracują na wysokich obrotach. Co do konkretnych oceń, wstrzymam się do końca mojego urzędowania.
ML: Partia SPD, której był Pan przewodniczącym wygrała wybory, a Pan objął bardzo odpowiedzialnym urząd , jakim jest
fotel prezesa rady ministrów . Czemu zgodził się Pan zostać Premierem?
MW: Zwyczajem jest, ze prezes partii, któa zwycięzyła w wyborach zostaje Premierem. Ale to nie było na zasadzie automatyzmu: Walczak – prezes SPD = Walczak premier. Dosyć naturalnie członkowie partii mnie poparli, choć rozważane byly także inne możliwości obsadzenia fotela Premiera. Wiedząc, ze mogę zrobić dużo, że mam ze sobą sztab odpowiednich ludzi – podjąłem się misji stworzenia rządu.
ML: Jakie cele postawił Pan sobie za główne podczas pełnienia tejże funkcji?
MW: Głównym celem był konkurs na design, któy został ogłoszony. Ogłoszony został konkurs Min. Kultury, zaś MSWiA wyłonił w drodze konkursu kierownika SCI oraz zachęca do startu w lokalnych wyborach, któe takze organizujemy. Na pewno jednak na tym nie poprzestaniemy. W przygotowaniu są już bowiem dwie ustawy, które ułatwią prawo i sprawią, ze będzie bardziej przejrzyste.
ML: Czy myśli Pan, że sprosta Pan tym zadaniom ? To nie jest rzecz łatwa . W jaki sposób zrealizuje Pan te zadania?
MW: Praca Premiera łatwa nie jest i nie bedzie. I to powie każdy premier, niezależnie, czy rzadził 2 lata temu czy 2 miesiące temu. Staramy się realizować plany zawarte w expose i jak narazie idzie nam to dobrze, jednak doskonale wiem, ze do rozwiązania zostałojeszcze dużo problemów.
ML: Jak wyobraża sobie Pan Pańską scholandzką przyszłość ?
MW: Przyszłość… Niewątpliwie jest to nawiązanie do konkursu MK. Jeśli chodzi o karierę polityczną,
wszystko zależy od czasu: gdy będę startował w wyborach, to moja przyszłóśc polityczna zależy od wyborców.
Jeśli nie, to zajmę się kulturą, armią… Na pewno zostanę tu jeszcze i zrobi wiele pozytywnego. I w to wierzę.
ML: Tym miłym akcentem kończymy naszą rozmowę . Dziękuję serdecznie za udzielenie mi wywiadu .
MW: Dziękuję również .